Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cel. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 marca 2017

Ławka w parku i kalistenika - off we go.




No bo dlaczego tylko bieg, zapytałem ja siebie dziś z rana. Bieg jest dobry, jakkolwiek go rozłożycie na części pierwsze, czy też drugie, poczytajcie we wcześniejszych wpisach…
Dla mnie trening jest o wiele ciekawszy i stymuluje również „cortex”, gdy jest zróżnicowany.
Jedną z możliwości jego zróżnicowanie jest bieganie w parku. Dlaczego w parku, bo :
  

  1. Jest w miarę zielono, ciekawie, można kogoś spotkać i oczywiście zarazić sportem;
  2. Jeśli są schody (czasem się zdarzają;)), można je wykorzystać do Cross-Fit (owania) w trakcie; 
  3. Co dla mnie najistotniejsze? – ławki, wiem z czasów młodzieńczych, używałem do siedzenia i robienia innych mniej skojarzonych rzeczy na nich… 
  Zatrzymując się na chwile przy tym czworonożnym ( z zasady) elemencie architektonicznym, jakim jest ławka. 
Bardzo jest ona pożyteczna i nie przekonacie się o tym będąc już na emeryturze i mając do sklepu 2 kilometry – będziecie jej wypatrywać z utęsknieniem…nie.
 

Chodzi mi tu o użycie jej jako podstawy do ćwiczeń z zakresu kalisteniki. O samej kalistenice pisałem już nieco wcześniej, tutaj chcę tylko nakłonić was do szerszego spojrzenia wokół siebie. Podczas biegu, czas się zatrzymać i użyć. To w jaki sposób będziecie wykorzystywać „bariery architektoniczne” zależy w głównej mierze od was. 

Wg. mnie o wiele łatwiej jest korzystać z wiedzy już dawno temu ogłoszonej, niż „wymyślać koło po raz wtóry” ;)

Tym pozytywnym akcentem kończę dzisiejszy wpis – życząc udanych „pokątnych kalistenik”, pamiętajcie przy tym żeby nie niszczyć mienia publicznego – to podobno karalne jest.

bsc

poniedziałek, 6 marca 2017

Bo warto też czasem tyłem…bieganie na odwrót



Dziś było deszczowo, ale nie za bardzo, więc się wybrałem…pobiegać. Powietrze lekko przeczyszczone (wszystkie pyły opadły z opadem ;)), pobiegłem na swoją standardową trasę poranną, ale nie o tym chciałem.


Chciałem się z wami podzielić wrażeniami z mojego doświadczenia z biegania TYŁEM. Jest to dość ”ackward” jak niektórzy twierdzą, ale muszę przyznać, że ma swój sens. Ja traktuję bieganie tyłem jako małą kilkuset metrową przebieżkę, która ma na celu :


  1. Przyspieszyć spalanie kalorii – tak to jest inny ruch niż, normalnie – niektórzy naukowcy (jajogłowi) twierdzą, że bardzo pomaga. Jak się postaracie to nawet znajdziecie sugestię na niektórych Orbitrekach – by użyć „biegu wstecznego” dla lepszego efektu interwału/spalania. Ja nie zauważyłem jakiejś masywnej poprawy w tym kierunku, jednak myślę, że ma to sens; 
  2.  Priopriocepcja – to łacińskie słowo, pomaga wyjaśnić, dlaczego niektórzy są bardziej sprawni od innych. Podczas biegu tyłem, pomagamy ją kształcić i razem z nią poprawiamy czucie mięśni głębokich, ich praca wzmaga się – to mój główny cel;
  3.  Na nudę – bieganie tyłem ma i inne zalety, osobiście nie jestem fanem długich monotonnych biegów, lubię wplatać kalistenikę i inne aktywności w poranny trening. Bieganie tyłem mi pomaga i uwierzcie rozwija „istotę szarą” (to coś co znajduje się pod skorupą czaszki, a patrząc z boku – głęboko za uszami ;)) 


Jak wiecie, celów może być znacznie więcej, dla mnie ważne jest jednak to, że mi pomaga. Odciąża nieco stawy i działa dobrze na „cardio”. Mogę więc z czystym sumieniem zareklamować wam bieganie tyłem jako miłą alternatywę (oczywiście jeśli obce wam uczucie wstydu;) – a Lans wam jest obcy – bo biegacz biegnący tyłem …yyy…no to trochę komiczny widok dla „gapia”), rozwijającą i kształcącą. 


Proszę was tylko o jedno, zadbajcie o gładką nawierzchnię, bo o uraz niełatwo – no chyba, że macie oczy z tyłu głowy…a w to już nie wnikam.


Pozdrawiam,


bsc

czwartek, 25 sierpnia 2016

Jesteśmy w ...strefie - Strefie Wolnych Ciężarów - Free Weights Zone

W strefie wolnych ciężarów możesz się znaleźć całkiem przypadkowo, wstępując na siłownie - przechodząc do toalety, albo wręcz przeciwnie. Wtedy mówimy tutaj o celowym wejściu w strefę...

W takiej strefie znajdziesz zestawy obciążeń, przeznaczone do wszechstronnego treningu poszczególnych partii mięśniowych. Zazwyczaj poczujesz się jak to mówią  - brytole - "overwhelmed", czyli zalany, przytłoczony, powalony etc. Szeroka gama sprzętu powinna zadowolić każdego.
Jak już kiedyś wspomniałem - ćwiczenia zarówno na maszynach jak i na wolnych ciężarach mają specyficznie działanie na kształtowanie sylwetki i siły, jednak trening wolnymi ciężarami  nie  ogranicza w takim stopniu, jak  ćwiczenia na maszynach. Oznacza to, ni mnie ni więcej to, że ćwicząc na maszynach - jesteśmy ograniczeni...ale oczywiście tylko w zakresie ruchu.

Ponieważ większość ruchu wykonywanego na maszynach jest w linii prostej, w formie tzw. 

przyciągania do siebie ciężaru a nie bardziej korzystnej przyciągania siebie do umocowanego uchwytu.

Ta sama zasada dotyczy wolnych ciężarów, z jednym...yyyy...może dwoma...yyyy a zresztą zobaczcie z iloma wyjątkami: 


  1. Ruch ćwiczenia na wolnych ciężarach (czyli Free Weights Zone), NIE jest zawsze po linii prostej - co jest bardzo korzystne dla rozbudowy tkanki mięśniowej i ma dużo wspólnego z tzw. "treningiem funkcjonalnym" - czyli czymś MODNYM i podobno ZDROWYM. Dla mnie to raczej bardziej modnym ;),
  2. Stabilizacja sztangi, gryfu lub innego wolnego ciężaru musi zostać wykonana przez ćwiczącego w wielu płaszczyznach, dzięki czemu MUSI on mieć wpływ (swoimi mięśniami) na przeciwdziałanie siłom grawitacji i przyspieszenia - to wpływa na równomierną rozbudowę mięśni. Należy jednak pamiętać, że negatywny efekt to TECHNIKA - o której nie wolno zapominać. BRAK techniki będzie prowadził do KONTUZJI przy ćwiczeniach wolnymi ciężarami,
  3. Ćwiczenia wolnymi ciężarami są bardziej COOL ;) - no chyba że nie ;). Tak naprawdę są, o ile ktoś nie za bardzo przy tym stęka.
Zapewne znajdziecie inne powody i wyjątki, jednak dla mnie powyższe są najistotniejsze.


Polecam wam zatem zająć się waszymi grzbietami, klatkami piersiowymi, barkami, ramionami, nogami, iiiii co tam jeszcze macie w zapasie.

...to lece mi mi się gdzieś sztangi potoczyły...

piątek, 15 lipca 2016

czym ćwiczyć najlepiej...kalistenika

Witajcie, 

Czas na odrobinę refleksji. Przyglądając się "biznesowi" sportowemu, zastanawiam się "czym" najlepiej ćwiczyć. 

Osobiście staram się biegać na wolnym powietrzu (jeśli pogoda mnie rozpieści ;)), do tego kilka razy w tygodniu jestem na siłowni. 

Jest to całkiem sympatyczne miejsce. Ma strefę Fitness, Wolnych ciężarów, CrossFitu i dużo sprzętu - w sam raz. W zasadzie nie do końca byłem przekonany o potrzebie istnienia tylu sprzętów, skoro większość ćwiczeń można wykonać ciężarami, albo maszynami, po co komu to i to i jeszcze do tego sprzęt do "cardio" oraz oczywiście Cross Fitu...?

Szczerze przyznam się, że nie wiem. Ponadto głęboko zastanawiam się nad całym sensem "sprzętu w ogóle", dochodząc do wniosku że nie jest on potrzebny.

Dlaczego nie? Przecież, przed wynalezieniem wszelakich "atlasów" i maszyn obciążeniowych ludzie też ćwiczyli i świetnie im to wychodziło. Dlatego, bardzo silny ruch treningów "Własnym ciałem" (jeśli ktoś lubi ładne greckie nazwy proszę - kalistenika) przemawia do mnie coraz bardziej. jest on jak najbardziej zgodny z chińską metodyką ćwiczeń kung-fu i podlega naturalnej kontroli samego organizmu (niwelując znacznie przyczyny i niebezpieczeństwo kontuzji). Bardzo ciekawy artykuł znalazłem na stronie jednego z najbardziej znanych BodyBuilderów - polecam. Tytuł mówi sam za siebie - "Twoje ciało jest wszystkim czego potrzebujesz : najstarsza na świecie metoda treningu".

Oczywiście, są przypadki gdy nie można sprawnie i bezurazowo ćwiczyć własnym ciałem, ale to zależy od "ogarnięcia" umysłowego tematu. Nie można do takich ćwiczeń podchodzić w "bezmózgowym przeświadczeniu - dam radę". 

Dlatego jeżeli ktoś miał kontuzję, ma rehabilitację, ma lenia albo inne powody do tego by skupić się jedynie na przesunięciu szpilki na maszynie i liczeniu serii - niech pozostanie przy maszynach ;)

Innych gorąco zachęcam do znalezienia sobie skrawka miejsca, może uczepieniu drążka w przejściu, albo wykopania z piwnicy starego taboretu i podążania drogą Spartan ;)

...do następnego "zmachania" - cze !

czwartek, 2 czerwca 2016

bieżnia lekkoatletyczna - więc, bieganie po "chomikowemu"

Niedawno zastanawiałem się nad zaletami i wadami biegania na bieżni mechanicznej, polecałem wam również bieganie w lesie. Jak sprawa się ma jeśli chodzi o bieżnię lekkoatletyczną ?


Bieżnia lekkoatletyczna - czyli "track"
Bieżnia jest to świetna sprawa (szczególnie dla miłośników biegania oczywiście), dzięki dokładnemu "wyrysowaniu" odległości, nie jesteśmy skazani na noszenie wszelakich GPSów i innych prze(biegły)ch urządzeń - celem wyliczenia odległości potrzebnej do treningu. 

Bieżnia, jest pokryta (zaczynając od góry) :


  • lakier (zazwyczaj 2 warstwy) , skład PUR (czyli Poliuretan);
  • natrysk strukturalny, też PUR oraz granulat etyleno-propyleno-dienowego-monomeru (czyli guma - a ściślej kauczuk);
  • warstwa granulatu gumowego, spajana poliuretanem;
  • impregnat.

Jeśli już wiecie z czego się składa typowa bieżnia (choć niektórzy mówią o niej po prostu "tartan"), to teraz warto się zastanowić czy warto po niej biegać. Ma takowy wytwór ery plastiku kilka zalet:

- znana jest odległość jednego okrążenia (jak już wspomniałem);
- można biegać po niej w kolcach (po większości ;));
- guma ma właściwości tłumiące drgania, ma to korzystny wpływ na nasze JOINTy (stawy "znaczysie");
- jest bezpiecznie - teren zamknięty dla ruchu ;);
- łatwiej zorganizować grupowy trening;

Czy taka bieżnia lekkoatletyczna ma wady, ano ma:

- nadal jest problem z dostępnością, trzeba radzić sobie z wysokim popytem i małą podażą tegoż produktu na rynku ;);
- trzeba biegać w kółko (a dokładniej w jajo), to może być męczące i nużące (ale bardziej nużąca jest bieżnia mechaniczna i patrzenie w jeden punkt;));
- wątpliwy wpływ na środowisko, tyle PURu i gumy - ileż lat to się będzie rozkładać...

Reasumując, na prawdę warto włączyć w swój plan treningowy bieżnię lekkoatletyczną. Jeśli dodatkowo jesteście miłośnikami tej dyscypliny sportu, jaką jest bieganie (maratony, półmaratony etc.) - jest to wręcz pozycja obowiązkowa, ale o tym nie muszę wam mówić.



poniedziałek, 30 maja 2016

Mięśnie głębokie - nie są wcale takie głębokie

Cześć,
nie pisałem ponieważ pracowałem nad COREm, klasycy gatunku mówią o mięśniach głębokich jako tych najważniejszych w opracowaniu skutecznego treningu. Czytając źródła (różne i prze-różniste)  dowiesz się, że nie należy nigdy ich pomijać, a czasem (często) należy się na nich skupić.
mięśnie głębokie, krytyczne w uniknięciu kontuzji

Czymże są te mięśnie głębokie - to banalne, są to te najdalej od skóry ;) - czyli te bliżej rdzenia istoty "branej pod uwagę";

Czemu są tak ważne - ponieważ zabezpieczają wnętrze (niezależnie od tego jakie by nie było) człowieka, przed zepsuciem, czyli uszkodzeniem;

Dlaczego o nich piszę - o, to dobre pytanie. Wiele lat temu ( prawie w epoce dinozaurów), gdy zaczynałem swoją przygodę ze sportem, z wagą prawie 150lbs ( taki żarcik) i ciałem złożonym głównie z tkanki tłuszczowej. Wtedy nie wiedziałem nic o mięśniach. Nawet nie wiedziałem że niektóre mam... Wtedy właśnie spotkałem na swej drodze człowieka (najpierw spotkałem psa na smyczy...później człowieka (ucznia Dr Yang Jwing Minga), żeby być precyzyjnym), który to człowiek uczył Kung - Fu WuShu (styli Białego Żurawia i Długiej Pięści). Wtedy, po wielu treningach, kiedy to koszulkę na prawdę można było wykręcać z potu, poznałem że faktycznie są takie mięśnie. Nie , nie doktoryzowałem się z anatomii - po prostu to poczułem. O istnieniu mięśni owych, ( o istnieniu ich nazwy - żeby być precyzyjnym) dowiedziałem się niedawno, gdy przeglądając fitNESSowe Newsy zaczerpnąłem z garnka wiedzy anatomicznej. 

Czy wiedza o mięśniach głębokich jest przydatna - z całym przekonaniem muszę stwierdzić, że nie... nie przydatna jest wiedza o tym że istnieją, że mają taką nazwę i że należy je ćwiczyć.

To wszystko powinno iść NATURALNIE. Człowiek nie może, nie wolno mu iść na siłownię i się katować, bez odpowiedniego przygotowania. Osobiście, przez wiele lat ćwiczyłem te mięśnie (głębokie) w ogóle o nich nie wiedząc. Dlaczego je ćwiczyłem - aaaaa, bo miałem dobrego trenera, bo słuchałem swojego ciała (nie reklam) i przekładałem efekt długofalowy nad sprint. Jak wiecie to ostatnie przydaje się nie tylko w ćwiczeniach ;)

Natomiast jeśli wolicie - lubicie się doktoryzować, posiąść wszelaką dostępną wiedzę ZANIM ubierzecie buty do biegania, albo klapki albo zanim poweźmiecie zamiar o wszczęciu treningu, poczytajcie o nich, dowiedzcie się że ABS - kaloryferem zwany to nie tylko "brzuszki w morderczej ilości".

...miłego odbioru...

wtorek, 10 maja 2016

Jak zrzucić z brzucha - wagę / nadwagę / przeciwwagę

hej - Ho - Pompek  Sto.

Jak zrzucić z brzucha, to jest ciekawe pytanie. Mr Google mówi, że wiele osób szuka odpowiedzi na to pytanie. ja też kiedyś się zastanawiałem - czy da się zrzucić z brzucha...?

Odpowiedź jest prosta - da się !

Ale, jest jedno małe ale, tak samo jak da się zrzucić z ud, z tyłka, z łydek i z obwodu klatki piersiowej...;) - tak samo da się zrzucić z brzucha, moi drodzy - to dzieje się jednocześnie. Na pewno nie jest zdrowym podejście zastosowane przez jednego z antagonistów pewnej małej wioski w Galicji - oszczepnika (obrazek poniżej)

zaczerpnięte ze źródła Filmweb - twórcy : Goscinny, Uderzo
Jak dobrze wiemy z tej opowieści - na niewiele się zdało oszczepnikowi przetrenowanie jednej strony swego "boskiego" ciała. Obeliks dał mu radę (bo Obeliks zawsze daje radę ;)).

W tej hipotezie chodzi mi o to, że :


  • Kiedy ćwiczycie, nie zapominajcie o tym że to wasz organizm - nie możecie jednych mięśni ćwiczyć a innych zostawić na pastwę losu...albo sosu ;);
  • Dobrze dobrane ćwiczenia i ich kolejność to klucz do sukcesu - generalizując najpierw ćwiczenia siłowe, później ćwiczenia cardio;
  • Mięśnie mają różną wielkość i budowę (ogólnie rzecz ujmując) - przez co ich czas odpoczynku też się różni;
  • Najlepsze zasady - to brak zasad, najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Przydało by się by wasze zdrowie nakopało ZUS do tyłka i żebyście przeżyli ze 100 lat conajmniej ;)
Powracając do meritum naszego tematu na dziś - zrzucić z brzucha łatwo bo :

1. to są bardzo duże mięśnie - można się nad nimi pastwić niemal codziennie;
2. można wykonywać ćwiczenia nawet siedząc w pracy (co prawda to nie mięsień kegla, ale co tam;));
3. jeśli będziecie chcieli i mieli motywację - to tylko kwestia czasu.

powodzenia życząc - spinam się...

środa, 4 maja 2016

Muza czy muza

ah...lalalalalala...so fuckn' crazy...

No tak, codziennie to samo. Można by rzec, że monotonia jest "mordercą motywacji". Kiedy wstajesz co rano i masz przeolbrzymie wrażenie że to jest "Dzień Świstaka" (taki staaaaaaaaary film z Sig. Billem Murrayem w roli głównej) i idziesz w szare ulice wykuwać swój los, znaczy to że prawdopodobnie opuściła Cię muza ;). 

O co chodzi, głównie mam na myśli to, że jeśli nie jesteś "twardzielem" z jednostki specjalnej i nie pożerasz pasty do zębów, zamiast ją wypłukać po ich uprzednim umyciu. Zapewne pojawi się w twym życiu pytanie/refleksja - ech, tu jest jak wczoraj...i przedwczoraj...a jaki dzień to mamy ?

Podobnie jest z Ćwiczeniami, są monotonne jak cholera (swoją drogą jak cholera może być monotonna - chyba że z punktu widzenia przebiegu i działania jednostki chorobotwórczej;)), jeśli wykonujesz swoją rutynę codziennie, albo co najmniej 3 razy w tygodniu - zauważysz prędzej czy później, że jest...kurcze ...identycznie. 

Nie zależnie od tego co preferujesz, czy bieżnię (no ta mnie wręcz zabija - na sucho, bez muzy), czy też trening siłowy, tu jest trochę lepiej  (bo jest lekka adrenalina, że się możesz uszkodzić;)) - zauważysz na 100% że monotonia zabija motywację.

Jest oczywiście na taką monotonię i uniknięcie lenistwa mózgu parę sposobów :

1. słuchawki z muzą - tak , to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie, wrzucamy swoje ulubione kawałki i jedziemy seryjka po seryjce, kilometr po kilometrze ( bo przecież ćwiczenie przez duże "Ć", albo generalnie Plan Treningowy - to nie sprint tylko maraton) :
- dobrze jest pamiętać o tym by muzyka była najlepiej między 120-200 BPM (Beats Per Minute - jaaasne). Zbyt wolne tępo was uśpi (mnie przynajmniej usypia), za szybkie może was wykończyć ( ale challenge jest...;));
- świetnie by było by  tą muzykę zmieniać co jakiś czas, nie wiem jak wy ale mnie wystarczająco męczy "koszyk utworów" grany w komercyjnych stacjach na co dzień - nie poddawajmy się temu trendowi :) - jeśli tylko możemy;

2. nauka języka - hmmm, ok - mamy słuchawki , mamy stymulację kory mózgowej - prawdopodobnie nie zaśniemy, prawdopodobnie nie będzie monotonnie...prawdopodobnie najlepszy sposób na wyprowadzenie człowieka z równowagi. No chyba że włączymy sobie lekcje jakiegoś języka germańskiego - wtedy będzie jak z Galeonistą, o którym pisałem wcześniej ;). jeśli chodzi o moje wrażenia - próbowałem, ale gdy tętno skoczyło mi do jakichś 170 - nie dałem rady...poległem, mimo wszystko nie było monotonnie.

3. obczajanie środowiska naturalnego - jest to dla wzrokowców gratka, nie ma nic lepszego niż ogarnianie szczegółów otoczenia naszej walki. teraz jest naprawdę super - Wiosna w rozkwicie, kwiaty pachną (co prawda w siłowni , głównie skarpetki...ale zawsze można uchylić okno), kobiety jakieś bardziej uśmiechnięte (albo mi wzrok siada...) w każdym razie - można próbować zabić tak monotonię (choć nie wiem czy warto cokolwiek zabijać - można ją uśpić, ululać, wypędzić, zaintrygować - o - to najlepsze - zaintrygujmy monotonię). Pamiętajcie, jak ktoś na siłce do was podejdzie i powie - przestań się na mnie gapić! - to ja was do niczego nie namawiałem.

4. Telewizor - no to mnie wręcz rozwala, dlatego nie lubię chodzić na siłownię - nastawiali tam ekranów, a że spostrzegawczy jestem to z każdego prawie punktu widzę reklamę ciastek, albo innego leku na stłuczenia i obrzęki. To prawda, można poczytać Newsy - biegnąc na bieżni, lub machając z orbitrekiem, gorzej jeśli są to niedobre Newsy (a te królują w telewizji informacyjnej - i znów ciśnienie rośnie, bynajmniej nie przez ćwiczenia ;))

5. przemyślenia nad istotą rzeczy - jest to zajęcie dla myślicieli - co było pierwsze - jajko czy kura i czy istotą konia jest jego koniowatość, zadajcie sobie jedno z pytań "zapętlających" a szybko stracicie rachubę w seriach powtórzeń ;) - gwarantuję, świetny sposób.

6. pogaduchy - jak kto lubi i ma z kim, proszę bardzo - zależnie od wybranej "formy pocenia się" można jakoś zaimplementować pogaduchy - myślę że najtrudniej będzie przy treningu cardio, ale do odważnych świat należy

Co ponadto - oj można by wyliczać w nieskończoność - pragnę wam tylko zasiać ziarenko intrygi  - mózg to też pewien rodzaj mięśnia, jeśli nie będzie ćwiczony  - zaniknie. Motywuję was do motywowania siebie, dostarczania sobie bodźców, bo to co jest rutyną i monotonią, kreuje człowieka w formę konsekwentnie i stanowczo. Mózg jednak to chemia, a chemia rządzi się swoimi prawami.

Zachęcam więc do muzy - by muzy swojej nie utracić


...łupucupu,łupucupu, łupucupu, BATERY!!!

piątek, 29 kwietnia 2016

Bieżnia kontra orbitek

No i co tu wybrać...to ja poproszę 2x.

...some say... nie to nie Top - Jeremy - Wszechwiedzący - Klarkson. 

Bieżnia jest lepsza, bo jest duża - tak a rzeczy duże są lepsze (tak podobno twierdzi 80% respondentek), a tak naprawdę, jeśli jest duża to jet cięższa - na pewno stabilniejsza. 

Dla ćwiczącego ma kilka zalet:
- przede wszystkim "imituje" bieg w warunkach naturalnych, 
- ponadto ma (większość z nich ma) pełną funkcjonalność mierniczą: 

  • waga pacjenta (tutaj każdy podobno kłamie), 
  • odległość (bezwzględna), 
  • czas (to już od nas zależy - czy to czas pozostały do zawału , czy do prysznica), 
  • tętno ( z tym jest ciężko, bo trzeba by sensora gdzieś upiąć)
  • różne tryby pracy: manualny, spalanie tłuszczu etc.
- winda, to jest coś co mi najbardziej do gustu przypadło - podnosi poziom realizmu biegu na bieżni do klasy kina 8D;

A te AntyZalety to :

- imitacja biegu na bieżni, jest jednak pozbawiona realizmu i kolorytu świata zewnętrznego ( ptaki , drzewa, nadjeżdżający samochód, a przede wszystkim WIATR...tak to jest to czego mi brakuje)
- tłumienie drgań - tutaj wiele zależy od klasy sprzętu "bieżniopochodnego" - podobno im drożej tym lepiej - tylko nie wiem czy lepiej dla klienta, czy sprzedawcy...
- kolana - ot - to - to...tutaj niestety bieganie "wysiada przy orbitku" ( to jest ta stacja na której możemy przeczytać - słuchaj , masz już prawie 40 lat, weź jaj se nie rób i oszczędzaj trochę te rzepki).

Orbitek (orbitrekiem - poprawnie zwany) jest lepszy, bo jest mniejszy - tak małe rzeczy są piękne (tak podobno twierdzi 81% respondentów), a tak naprawdę, jeśli mniejszy to na pewno bardziej ustawny i zgrabniejszy.

Dla ćwiczącego ma parę zalet :
- "imituje" najbardziej optymalny wysiłek większej partii mięśni;
- pozwala na wykonywanie ćwiczeń osobom z "grupy ryzyka" ;);
- ma również (większość) pełną funkcjonalność mierniczą, podobnie jak bieżnia, aczkolwiek mnie najbardziej przypada do gustu pomiar wytworzonej energii (W), oraz ilość machnięć-na-sekundę...
- jest łagodny dla stawów - w zasadzie nie można się orbitrekiem uszkodzić (chyba że sie z niego spadnie, a on nas przygniecie - podobno zdarzyło się to kiedyś w Ameryce...;));
- generalnie jest cicho, a ...między ciszą a ciszą kalorie się kołyszą...

a te drugie "zalety" :

- mniejszy realizm - człowiek podpięty kończynami, napitala...parędziesiąt minut w takt muzyki...hmmm..mało edukujące;
- niski poziom "efekciarstwa" - postrzegany jako "małomęski"

Jak widzicie sprzęty te nie posiadają WAD (słowo ogólnie nieznane w slangu sportu aktywnego:))

Polecam - żeby życie miało smaczek, raz Orbitrek, raz na Bieżni parę paczek.

Na 7 dni - 2/2 będzie OK ;)

czwartek, 28 kwietnia 2016

A po co na siłownię / Fitness / inne zorganizowane formy pocenia się ?

Tak się ostatnio zastanawiam, po co ludzie chodzą na np. siłownię, sorry "siłkeee" (lub inaczej i bardziej modern - zwany - Fitness). Obserwując bywalców ostatnimi czasy, powodów widzę kilka :

1. Dla Trenera Personalnego - tak coś co przywędrowało do nas z dalekiego zachodu i z ogólnie rzecz ujmując " zawodowstwa", stało się przez ostatnie kilka lat niesamowitą wręcz pożywką. narobiło się tych trenerów, że hohohohoho...ho...i...ho. Niektórzy nawet zdobyli medialną sławę, no i dobrze im tak. Co się jednak tyczy powodów wyżej opisanych, można chodzić dla trenera - w końcu się go opłaciło, znaczy wynajęło. Można też trochę chodzić na Fitness, bo trener się nam podoba (co trenerowi też się pewnie podoba...więc wszyscy są zadowoleni ;))

2. Dla Kontaktów Społecznych,yyy ...sory "pogaduch" - tak, to prawa, widziałem to wielokrotnie, szczególnie u płci pięknej (czyli hormon XX). Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem  - dla mnie utrudnionym jest oddychanie - ćwiczenie - rozmawianie w tym samym momencie, cóż może jestem upośledzony ;). Choć "puryści" treningu Cardio mówią, że należy tak biegać na bieżni, by móc spokojnie rozmawiać...mi to jakoś nie sprawia przyjemności. Chyba nie jestem 'purystą". 

3. Dla prysznica...no tak  -jak się już płaci za "siłkę" to przynajmniej na wodzie można oszczędzić. Są i tacy , jak wynika z Badań Amerykańskich Naukowców, którzy spędzają na Siłowni wprost proporcjonalną ilość czasu do czasu spędzanego pod prysznicem tejże siłowni.

4. Dla jaj - będzie suchar: " dla czego kogut chodzi z kurą ...dla jaj...:):)" - i po sucharze (a tak swoją drogą - ciekawe ile miał kalorii). Chodzi mi o to że ludzie chodzą na siłownię, a raczej na Fitness bo chcą mieć jaja...znaczy chcą być, przebywać, przeglądać się i bywać. To jest czysto hedonistyczne podejście, powiązane z egocentryzmem w najczystszym wydaniu. Z drugiej strony, trzeba być nieco egocentrycznym, by zadawać sobie ból na siłowni- żeby lepiej się czuć...yyy..I think I've lost it...

Powodów może jest i więcej...na pewno , każdy ma swój własny powód, są też konglomeraty powyższych, najgorszy zaobserwowany przeze mnie przypadek to 1+2+4 = wiem, wiem, to trudne - mieć trenera personalnego i jednocześnie nic nie robić na siłowni...ale możliwe - jeśli się go zagada na śmierć :), widziałem - nie polecam...a zrobicie jak chcecie ;)

Miłego spalania tkanki...pa pa pa parapet.

środa, 27 kwietnia 2016

A w co by się tutaj ubrać ? Wiem, ubiorę się FUNKCYJNIE

Witajcie, nie mogłem przejść obok tematu obojętnie, pewnie zrzuci się na mnie grom ( albo parę trolli) negatywnych uwag…bo mam zasadnicze pytanie - na co Ci bielizna funkcyjna??...yyyyy…termoaktywna…no ta… z ... plastiku.

Racja – fajnie wygląda, racja - odprowadza ciepło, racja – jest lekka, racja – jest „specjalnie zaprojektowana do sportu”…..Jest FUNKCYJNA, znaczy, że ubierając ją będę pełnił funkcję. Tylko tak się zastanawiam, na którym wykresie… tym z podażą i popytem, czy funkcję sportową (jakieś prezesostwo może…) ;)

Jaki super produkt – sobie pomyślałem, wciskać ludziom ciemnotę, że niby taka bielizna robi coś za nich. Tak, to prawda jest rzecz, którą bielizna funkcyjna robi za „przeciętnych zjadaczy chleba” – otóż ona „ubiera ich ciała w formę nowoczesną” i … w zasadzie...tyle.

Nie mówię tutaj o sytuacjach „konieczności” noszenia takiej bielizny, czyli np. w przypadku, zawodowego sportowca, ale to jest inna kwestia, i ten produkt jest o wiele droższy.

Natomiast, ogólnie dostępna bielizna, jest według mnie niepotrzebna do regularnego treningu. Czasami może być nawet niezdrowa – jeśli jest złej jakości i źle dobrana – dlatego będę stał na straży starej dobrej bawełny 100% (dobrej , bo przecież molom smakuje…a widział kto kiedy żeby mol wpieprzał poliester ?).

Osobiście używam bawełny, ewentualnie jakichś „luźnych form sztucznych” - a to dlatego żeby mieć komfort i też dlatego że wolę wydawać pieniądze na coś co się naprawdę przydaje, a nie wyrzucać do śmieci ;), ot taka wersja „chłopskiego rozumu”
Jak chcecie moi drodzy ładować się w te trykoty i inne wątpliwie opinające ciało plastikowe szmatki łatwopalne – proszę bardzo, lecz ...Słowami poety zakończę „…ja tą drogą nie pójdę…tam jest ciemno…ciasno”.


Pozdrawiam, radosnej twórczości na fitnessie życząc…

wtorek, 26 kwietnia 2016

WITAJCIE - ...KAŻDA MINUTA NA WAGĘ ŻYCIA !!!!!. Motywacja i Sport

Witajcie,
postanowiłem utworzyć tego bloga ponieważ uważam że sport w jakikolwiek sposób jest konieczny - by zachować spokój i wydolność "czachy" - czy też inaczej zwanej CPU, bądź jak kto woli mózgu.

Jak to zrobić, żeby się nie narobić i coś z tym zrobić? - to odwieczne pytanie. Wiele osób pisze o tym jak ćwiczyć, kiedy ćwiczyć i ile tego wszystkiego powinno być i jak powinno wyglądać...etc. 
Nie chce się tutaj powtarzać, ale na pewno w paru przypadkach nie uda mi się tego uniknąć ;)

Najważniejsze na dzień dzisiejszy jest to by zacząć w "czaszce" - znaczy w głowie. Musicie sobie (jeśli oczywiście chcecie, bo zmusić do niczego nikt was nie jest w stanie - przynajmniej na poziomie mentalnym), wyobrazić - jak to powinno w waszym przypadku wyglądać. 

Co chcecie osiągnąć - nie mówię tutaj o wielkich CELACH, o "jakimśtam" Planie Treningowym. wspominam tylko o zarysie - jak i co  chcę osiągnąć. 

Motywacja - jest kluczem do wszelakiego sukcesu, dowiecie się tego na każdym szkoleniu. Bez motywacji nie ma żadnego działania. 
A im silniejszy motywator - tym wyniki lepsze. Oczywiście nie nie mówię tutaj o "GALEONIŚCIE" z Cross-Fitu, który wrzeszczy na was : (tylko mu bata i bębna brakuje) - szybciej, mocniej, (i moje ulubione)...KAŻDA MINUTA NA WAGĘ ŻYCIA !!!!!.

Chodzi mi raczej o wasz wewnętrzny dialog, z samym sobą - przekonanie siebie do tego że sport, aktywny ruch jest dla was dobry (jaki jest dla was dobry, to wy już sami wiecie...ale że jest dobry to musicie siebie sami przekonać ;))

To jest naprawdę wielki krok, niektórym przychodzi to dość łatwo - pomagając sobie przeróżnymi sztuczkami "hedonistycznymi" i tzw. "postanowieniami Noworocznymi", ale czy to będzie trwały motywator...no nie wiem...oby ;)

Inni potrzebują do tego "przepracowania", paru zawalonych treningów, kilku "efektów JOJO" itp.

Mówię wam, to da się zrobić, ja trenuję z przerwami już ponad 20 lat i wiem, że przerwy są konieczne, wiem również,że jeśli się chce można być wytrwałym i zdobyć Swój CEL.

Życzę miłego odbioru, wpisu tego i dalszych...oczywiście.