Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mózg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mózg. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

I w górę i w dół - Cross-Fitem i GO !

Bieganie ma to do siebie, że jak wiecie zależy od ukształtowania terenu. 

Zależnie od tego gdzie mieszkacie macie zdeterminowany wachalrz możliwości terenowych. 

Nie jest tajemnicą, że bieganie na bieżni treningowej (elektrycznej/magnetycznej) nie daje 100% efektów treningowych

Co więc daje ?

Otóż, najlepszy to zróżnicowany teren, oto kilka rozwiązań :

1. Bieganie w lesie, w podgórskich terenach - to zdecydowanie najłatwiejsza opcja, pozwala na obcowanie z naturą, pozwala na pracę stopy (na nierównym terenie- pracuje o wiele więcej mięśni stabilizujących), rzecz idealna. Dodatkowo zróżnicowanie wysokości terenu będzie działać jak dobrze zaplanowany Cross-Fit - jednak nie każdy może sobie na to pozwolić ;);

2. Bieganie po schodach...tak to jest na drugiej stronei szali - jeśli mieszkacie w blokowiskach - nie ma przebacz. Nie dajcie sobie wmówić, że "NIE MACIE GDZIE BEIGAĆ". Wbrew pozorom jest to bardzo dobry sposób na ćwiczenie - polecam

3. Bieganie na bitumicznej bieżni (orlik) - jest to rozwiązanie "bezpieczne" z punktu widzenia:

a. - dzikiej zwierzyny, nie zaatakuje Cię taka z lasu :);

b. - dzikiej zwierzyny na drodze, nie rozjedzie Cię taka wypasioną furą :);

c. - dzikiej zwierzyny w "bloku", nie potkniesz się o taką, śpiącą (często, wcześniej powaloną już stadem żubrów) na klatce :);

Natomiast efekt Cross-Fitu na orliku, może zostać uzupełniony trybunami (jeżli nikt nie widzi;)) - bieganie prawie jak po schodach, albo co też jest akceptowalne - bieganie tyłem, o którym pisałem wcześniej.

Gdziekolwiek się więc wybierzecie - pamiętajcie Biegajcie w GÓRĘ i w DÓŁ - to spowoduje równomierne rozciągnięcie waszych ścięgien oraz równomierną pracę mięśni prostowników i zginaczy. 

Dzięki myśleniu w trakcie treningu - dobremu opracowaniu trasy, zabezpieczycie sobie zdrowy rozwój i radość z tego co robicie.

powodzenia
bsc

środa, 8 marca 2017

Biegaj jak Forest..po kamieniach, po błocie z trawą między zębami...

Hey Joe...nie no jak już to G.I. Joe ;)

Czy walczycie dalej, ja oczywiście...dziś nie zastanawiałem się już na nad kwestią biegu wstecznego, o którym pisałem wcześniej.
Dziś w z rana podczas lekkiego powrotu zimy i w trakcie biegu zastanawiałem się ponownie nad wpływem treningu na układ kostno szkieletowy. na pewno obiło wam się o uszy pojęcie Biegania Naturalnego, albo zwanego innymi ciekawymi "konglomeratami słownymi..."
Chodzi tu ni mniej ni więcej o bieganie zbliżone jak najbardziej do tego z czym kojarzy nas natura. Natura wzywa  do pozbycia się całego tego technologicznego "chłamu", którym karmili nas przez ostatnie dziesięciolecia twórcy i sprzedawcy z najlepszych firm sportowych. Mówiono nam o nowych podeszwach, o "responsywnych" wkładkach, wmawiano nam, że tylko one dadzą 100% odzysku energii ze stopy i całego ciała. Czasami nawet mówiono że można odzyskać więcej energii niż sie włożyło...a to ciekawe.
O czym teraz mówią sprzedawcy...no to zależy gdzie ucho przyłożysz...jeśli zamierzacie przyłożyć je do podeszwy, zdziwicie się. Nie zapachem (chociaż...), zdziwicie się grubością podeszwy. "puryści" biegania naturalnego mówią żeby używać obuwia jak najbardziej zbliżonego do naturalnych warunków, by biegać "jak nas bozia stworzyła" (choć niektórym nie poszczęściło się w tym fakcie - ale o tym innym razem;)). Sprzedawcy i najwięksi producenci powiedzą wam teraz :

 - BIEGAĆ NALEŻY W ZGODZIE Z NATURĄ, zainwestuj w buty tak, by poczuć grunt pod nogami ! -

W tym podejściu buty powinny być między innymi:

- nieograniczające odczuć stopy;
- niekrępujące ruchów;
- z możliwie jak najcieńszą podeszwą;
- idyllą byłoby rozdzielenie każdego z palców stopy, dla większej kontroli.

Co o tym wszystkim sądzić, szczerze - "bollocks" :)
Tak poważnie rzecz biorąc, uważam że każdy powinien mieć własny mózg i go używać w każdym momencie życia...a szczególnie podczas trudnych wyborów. W tym przypadku trudny wybór to ten pomiędzy :
a) ewentualnym uszkodzeniem nie wyćwiczonej stopy - użycie zbyt cienkiej podeszwy na początku przygody ze sportem;
b) zbytnią wygodą i odciążeniem mięśni i brakiem działania na priopriocepcję naszego ciała (poprzez stopę) - użycie "wypasionych" butów, które zbytnio wyręczą nasze ciało, rozleniwiając je;

Zadajcie sobie pytanie, zapytajcie kogoś z doświadczeniem o zdanie (tylko nie lobbysty ;)), wybierzcie dobrze - bo chodzi tu o WASZE ZDROWIE.

pozdrawiam,
bsc

czwartek, 2 marca 2017

A wiecie, niektórzy biegają w zimie...w śniegu...?!

Jestem ciekaw jak wielu z was próbowało zimowego biegania...podobno jest bardzo przyjemne bo ;

1. nie ma tłoku na ścieżkach;
2. powietrze jest nieco czystsze (pod warunkiem, że biegamy wyżej od Smogu);
3. należy rozważyć również większą amortyzację stopy i układu kostno szkieletowego...wątpliwe;
4. no i te widoki, uuuuchuuu...

Ja przyznam osobiście że przeniosłem się całkowicie na siłownie i "bieganie pseudo-chomikowe" (na bieżni). Było całkiem ciekawie, pobawiłem się nieco ciężarami i innymi sprzętami, olewając całkowicie kalistenikę.

Jednak odkąd śnieg zszedł, mi trochę przeszła ochota na zapocone szatnie i wymęczone sprzęty ;). 

Z radością więc nie zapłaciłem kolejnego przedłużenia karnetu i ubrałem z rana buciory biegowe.

Wybrałem się na pierwszą "rozbiegówkę" w tym roku....i było ....ech...dobrze ze było ;). 

Wiem, że jutro będzie lepiej i to jest dobra koncepcja.

Podsumowując pierwszą moją tezę, mogłem się zaprzeć i poddać ogólnej tendencji by POBIEGAĆ PO ŚNIEGU - pewnie dziś czułbym się znacznie lepiej, ale z drugiej strony, nie widzę czasu spędzonego na "siłce" jako straconego. To była ciekawa przygoda, od dziś zaczęła się następna :

jak mawiał Dobry Wojak (albo inny superbohater) - 

 "Każdy koniec przygody, to początek następnej ciekawej przygody..."


Życzą miłego rozruchu na wiosnę !
bsc

czwartek, 25 sierpnia 2016

Jesteśmy w ...strefie - Strefie Wolnych Ciężarów - Free Weights Zone

W strefie wolnych ciężarów możesz się znaleźć całkiem przypadkowo, wstępując na siłownie - przechodząc do toalety, albo wręcz przeciwnie. Wtedy mówimy tutaj o celowym wejściu w strefę...

W takiej strefie znajdziesz zestawy obciążeń, przeznaczone do wszechstronnego treningu poszczególnych partii mięśniowych. Zazwyczaj poczujesz się jak to mówią  - brytole - "overwhelmed", czyli zalany, przytłoczony, powalony etc. Szeroka gama sprzętu powinna zadowolić każdego.
Jak już kiedyś wspomniałem - ćwiczenia zarówno na maszynach jak i na wolnych ciężarach mają specyficznie działanie na kształtowanie sylwetki i siły, jednak trening wolnymi ciężarami  nie  ogranicza w takim stopniu, jak  ćwiczenia na maszynach. Oznacza to, ni mnie ni więcej to, że ćwicząc na maszynach - jesteśmy ograniczeni...ale oczywiście tylko w zakresie ruchu.

Ponieważ większość ruchu wykonywanego na maszynach jest w linii prostej, w formie tzw. 

przyciągania do siebie ciężaru a nie bardziej korzystnej przyciągania siebie do umocowanego uchwytu.

Ta sama zasada dotyczy wolnych ciężarów, z jednym...yyyy...może dwoma...yyyy a zresztą zobaczcie z iloma wyjątkami: 


  1. Ruch ćwiczenia na wolnych ciężarach (czyli Free Weights Zone), NIE jest zawsze po linii prostej - co jest bardzo korzystne dla rozbudowy tkanki mięśniowej i ma dużo wspólnego z tzw. "treningiem funkcjonalnym" - czyli czymś MODNYM i podobno ZDROWYM. Dla mnie to raczej bardziej modnym ;),
  2. Stabilizacja sztangi, gryfu lub innego wolnego ciężaru musi zostać wykonana przez ćwiczącego w wielu płaszczyznach, dzięki czemu MUSI on mieć wpływ (swoimi mięśniami) na przeciwdziałanie siłom grawitacji i przyspieszenia - to wpływa na równomierną rozbudowę mięśni. Należy jednak pamiętać, że negatywny efekt to TECHNIKA - o której nie wolno zapominać. BRAK techniki będzie prowadził do KONTUZJI przy ćwiczeniach wolnymi ciężarami,
  3. Ćwiczenia wolnymi ciężarami są bardziej COOL ;) - no chyba że nie ;). Tak naprawdę są, o ile ktoś nie za bardzo przy tym stęka.
Zapewne znajdziecie inne powody i wyjątki, jednak dla mnie powyższe są najistotniejsze.


Polecam wam zatem zająć się waszymi grzbietami, klatkami piersiowymi, barkami, ramionami, nogami, iiiii co tam jeszcze macie w zapasie.

...to lece mi mi się gdzieś sztangi potoczyły...

piątek, 15 lipca 2016

czym ćwiczyć najlepiej...kalistenika

Witajcie, 

Czas na odrobinę refleksji. Przyglądając się "biznesowi" sportowemu, zastanawiam się "czym" najlepiej ćwiczyć. 

Osobiście staram się biegać na wolnym powietrzu (jeśli pogoda mnie rozpieści ;)), do tego kilka razy w tygodniu jestem na siłowni. 

Jest to całkiem sympatyczne miejsce. Ma strefę Fitness, Wolnych ciężarów, CrossFitu i dużo sprzętu - w sam raz. W zasadzie nie do końca byłem przekonany o potrzebie istnienia tylu sprzętów, skoro większość ćwiczeń można wykonać ciężarami, albo maszynami, po co komu to i to i jeszcze do tego sprzęt do "cardio" oraz oczywiście Cross Fitu...?

Szczerze przyznam się, że nie wiem. Ponadto głęboko zastanawiam się nad całym sensem "sprzętu w ogóle", dochodząc do wniosku że nie jest on potrzebny.

Dlaczego nie? Przecież, przed wynalezieniem wszelakich "atlasów" i maszyn obciążeniowych ludzie też ćwiczyli i świetnie im to wychodziło. Dlatego, bardzo silny ruch treningów "Własnym ciałem" (jeśli ktoś lubi ładne greckie nazwy proszę - kalistenika) przemawia do mnie coraz bardziej. jest on jak najbardziej zgodny z chińską metodyką ćwiczeń kung-fu i podlega naturalnej kontroli samego organizmu (niwelując znacznie przyczyny i niebezpieczeństwo kontuzji). Bardzo ciekawy artykuł znalazłem na stronie jednego z najbardziej znanych BodyBuilderów - polecam. Tytuł mówi sam za siebie - "Twoje ciało jest wszystkim czego potrzebujesz : najstarsza na świecie metoda treningu".

Oczywiście, są przypadki gdy nie można sprawnie i bezurazowo ćwiczyć własnym ciałem, ale to zależy od "ogarnięcia" umysłowego tematu. Nie można do takich ćwiczeń podchodzić w "bezmózgowym przeświadczeniu - dam radę". 

Dlatego jeżeli ktoś miał kontuzję, ma rehabilitację, ma lenia albo inne powody do tego by skupić się jedynie na przesunięciu szpilki na maszynie i liczeniu serii - niech pozostanie przy maszynach ;)

Innych gorąco zachęcam do znalezienia sobie skrawka miejsca, może uczepieniu drążka w przejściu, albo wykopania z piwnicy starego taboretu i podążania drogą Spartan ;)

...do następnego "zmachania" - cze !

piątek, 10 czerwca 2016

Maltz, Lally i Motywacja - Twoje nowe zwyczaje - Twój Sport i Twoja Aktywność

Więc jak to jest z tą motywacją, jak to jest u Ciebie z tym ruchem i działaniem...oraz sportem oczywiście. Chodzi mi o aktywny sport (oczywiście - nie sport w ekranie/na ekranie:)).

Przytoczyłem w temacie nie bez powodu nazwisko pewnego znamienitego chirurga plastycznego Dr. Maltza. Ten człowiek był świetnym obserwatorem, ale lepszym chirurgiem. 
Podczas swojej pracy zauważył, że ludzie zaczynają akceptować zmiany w wyglądzie swojej osoby po MINIMALNIE 21 dniach. 

Niestety, poprzez wiele lat stwierdzenie MINIMALNIE zostało pominięte. Wielu (naprawdę setki, albo tysiące) ludzi "od motywacji" zaczęło pomijać słowo "minimalnie" i ukuto stwierdzenie, iż :

"...do wykształcenia w sobie nowego zwyczaju, wystarczy Ci 21 dni..."

Kuszące - prawda...hmm oczywiście, cała machina marketingowo-motywacyjna ruszyła, wraz z wieloma opracowaniami na temat tego jak bardzo jesteśmy dobrzy w nauce nowych zwyczajów, jak dobrze potrafimy się MOTYWOWAĆ - TYLKO W 21 DNI.

Minęło kilka dekad, aż pewna Pani postanowiła przyjrzeć się głębiej tej dość wątpliwej teorii. Phillippa Lally z Uniwersytetu w Londynie, wykonała badania , w świetle których stwierdzono, że nie 21 dni jest potrzebnych a ŚREDNIO 66, by ustanowić dla człowieka nowy zwyczaj (nie ma to znaczenia jaki, oczywiście - np, picie rano po przebudzeniu szklanki wody, albo półmaraton co weekend;)). 

Dlaczego napisałem ŚREDNIO, dużymi literami - bo to bardzo istotne. W jakimkolwiek działaniu motywacyjnym istotny jest czas i osoba. W badaniach Pani Phillippy zdarzały się przypadki, w których badani potrzebowali nawet 8 miesięcy, by "przyzwyczaić się" do nowych sytuacji.

To co najważniejsze, w świetle mojego Bloga i powyższych informacji to przekonanie, że nie wykształcimy sobie nowego zwyczaju (np. ćwiczenie po 3 razy w tygodniu, przez około 1h), jeśli nie będziemy działać systematycznie. Jest to bardzo istotne, by nie patrzeć na kalendarz i po osiągnięciu 21 dni - oddać się wolnej woli ;). Oczywiście jest to bardzo kuszące - to tylko 3 tygodnie, ( więc w naszym przykładzie 9 treningów;)) ale uwierzcie mi to na prawdę za mało.  

Tak samo jak w świetle fizyki, czas jest wartością niedookreśloną, tak dla ćwiczącego nie powinno mieć znaczenia, jak długo ćwiczy. Istotnym jest samo przekonanie, że robi dobrze - jeśli robisz coś dobrze, to rób tak dalej ;)

Wiadomo, że motywacja ma wiele źródeł, wiadomo też że każdy człowiek ma inną konstrukcję psychiczną, dlatego wiadomo, że każdy powinien trochę inaczej przekładać dla własnego użytku słowa : MINIMUM, ŚREDNIO, MAKSYMALNIE etc.

środa, 1 czerwca 2016

(mini) Poradnik motywatora - motywacji, nie deprecjacji

A czemu inni to mają a ja nie ?

Jak w Dniu Świra zadając sobie pytanie do modlitwy polaka - ...dlaczego mój sąsiad ma lepiej ode mnie ?

Większość niestety w ten sposób "funkcjonuje" - czy to źle...nie sądzę, bo przecież cel uświęca środki... ;) - czyż nie ?:

I Motywator - "potęga podświadomości" i inne pokrewne publikacje "para/quasi-afirmacyjne" - hmmmm... nie żebym był wielkim fanem, nie żebym się w 100% zgadzał, ale ma coś w sobie podejście P. Murphy'ego. Na pewno warto wypróbować - a czy zadziała...cóż to zależy (jak prawie wszystko - od was ;))

II Motywator - metoda małych kroczków - osobiście próbowałem - zgodnie z starym przysłowiem "nawet największa podróż zaczyna się od pierwszego kroku" (autor : Gautama Budda). pamiętajcie o tym , że zależnie od tego jak się rano obudzicie, jak rano podejdziecie do każdego "bezcennego" dnia waszego życia, tak będzie wyglądało wasze przedpołudnie, popołudnie i wieczór (no chyba że coś zmienicie). Warto nad sobą pracować...

III Motywator - "I am the winner...I AM THE WINNER !" - trochę ryzykowne, ale podobno skuteczne - krzyczenie na siebie, pewnego rodzaju wariacja z "potęgą podświadomości" - zalecam konsultację z lekarzem przed użyciem, w przypadku wystąpienia wysypki...zaprzestanie kuracji.

IV Motywator - cele, każdy ma cele. Najważniejsze jednak jest to, żeby były realne. Nie dozwolonym (ale skoro nie zabronionym, to na pewno dozwolonym...), jest podejście do sportu i swojego planu w sposób abstrakcyjny. Cel musi być realny, musi być mierzalny, nie powinien całkowicie kłócić się z waszą ogólną rutyną. Zmiany trzeba wprowadzać stopniowo, lecz konsekwentnie.
  Nieważne co was motywuje (ważne by nie zakłócało życia innych istot;)), nieważne co was nakręca (byle by was nie przekręciło;)), zachęcam do poszukiwań. 

...bo: to dziś jest dzień , ostatni dzień ...zarazem pierwsza noc reszty życia mojego - jak mówił poeta - Sz.P. Kazik w utworze "Cztery Pokoje"

wtorek, 31 maja 2016

No bo jak biegasz to sikasz - jak pijesz to też...

Jak to jest, że kolor moczu ma wpływ na twój sport...?
A no tak moi drodzy, jest to sprzężenie zwrotne - działa również w drugą stronę. czy łatwo jest rozpoznać co powie Twój mocz ? Sprawa zaiste banalna, można rzec trywialna. Jak podaje UK NHS, jest pięć znaków, które powinny was zaintrygować - łatwych do odczytania z koloru moczu.

Z tego wynika, że każdy z nas jest laborantem-urologiem ? - nie chodzi tylko o to by nie żyć jak Lemming ( choć wielu nadal twierdzi, że potrafią bezwiednie popełnić samobójstwo, jak w tej grze - jest to nieprawda). Przyjmijmy na potrzeby tego artykułu, że jednak lemingi nie są zbyt intelig(i)entne - i nie potrafią dostrzec zbyt wiele (jeśli coś wykracza poza zasięg ich wąsików). Sęk w tym by w trakcie oddawania moczu zerknąć czasem czy aby nie sikamy na różowo, bordowo, brązowo i fioletowo.

Nie muszę już chyba nikogo przekonywać, że nie należy pić zbyt dużo kawy i herbaty w ramach treningu (wyjątek to herbata zielona - parzona nie dłużej niż 5 minut). Lepiej w zestawiniu napojów wypadają woda, napoje izotoniczne i soki naturalne.

A jaki kolor martwić powinien ludzi czynnie uprawiających sport, pozwolę sobie jeszcze raz przytoczyć źródło :

  • Jasny brąz - to oznaki silnego odwodnienia, albo początków choroby nerek choroby;
  • Kolor czerwony (ewentualnie różowy) - to zazwyczaj oznaka poważnej choroby (gdy jest to stan przewlekły, wymaga kontaktu z lekarzem), ale może też być to efekt uboczny diety (znają ten kolor np. miłośnicy buraków). Jeśli jednak uprawiasz sport HARDCOREowo - Twój pęcherz to na pewno odczuł, i sikasz na różowo;
  • Przezroczysty - to mocz, który mówi do Ciebie...ej Ty  nie pij tyle wody...taaa miłośnicy sportu i napojów izotonicznych - to do was ;) - trzeba się ograniczyć;
  • Jasny żółty - może martwić niektórych...a nie powinien, zazwyczaj jest to efekt zbyt dużej ilości witamin (szczególnie C).
Pamiętajcie więc, nie olewajcie tematu SIKU - to istotne, co mówi ciało do was. 

Wiecie, niektórzy idą dalej, w urynoterapię - ja jednak tą drogą nie pójdę...pozdrawiam.


poniedziałek, 23 maja 2016

Jak się zmęczyć ?

Ja mam tak, że męczę się permanentnie...nawet siedząc teraz i pisząc się męczę. Ale przecież robię to z przyjemnością. Męska część odbiorców pewnie już wpadła na pomysł jak można się jeszcze przyjemniej zmęczyć (podobno, mężczyźni wpadają na ten pomysł średnio co 7 minut ;)).

Dążę do tego, iż zalecanym treningiem, który ma być celowany w spalenie tłuszczu/utratę wagi/radość w przymierzalni...etc. - jest trening który trwa co najmniej 30 minut. Dopiero wtedy organizm zaczyna sięgać po zapasy skomasowane w formie tkanki tłuszczowej i zużywa je w imię dobra swego Pana (właściciela tkanki tłuszczowej oczywiście).

Ile ? Co to dla mnie jest 30 minut...  - z palcem w ... wwwciśniętym w guzik wolantu (tak ...nie chodzi mi tu o Wolanda), jestem w stanie  wytrzymać na jakimkolwiek symulatorze ;).

Ale odwołajmy się do specjalistów większej rangi ( nie wiem czy większej, bo ludzie tam są generalnie więksi i wszystko jest większe...czy mają więcej subwencji na badania/research, czy na prawdę są wyżsi rangą...gdzieś w okolicach Jedi Master). 

Proszę bardzo - oto oni : Harvard Medical School, możecie sobie sprawdzić, gdzież to usunąć te zbędne kilogramy , albo funty - jak kto woli - choć funty [lb], lepiej się usuwa bo 1 funt to 0,45 kilograma, szybciej efekt widać ;)

I tak jak podaje tabela w tym linku, dla ludzi o różnej wadze, spalanie kalorii w wyniku 30 minutowej aktywności , jest różne (no ...to było odkrywcze...).
podane wartości są dla 3 wag ćwiczącego/uczestniczącego w działaniu spalającym tłuszcz :

125 [lb] - 56,5 [kg] ; 155 [lb] – 70.3 [kg] ; 185 [lb] – 84 [kg]

Naprawdę polecam te wyniki, dają one pewien obraz i na pewno pozwolą wam zrozumieć lepiej to ŻYCIE RATUJĄCE 30 MINUT ĆWICZEŃ - oni w herbie nawet mają słowo z łaciny ( nie podwórkowej ) VERITAS, no cóż muszą mówić prawdę...

Choć z drugiej strony według tych danych, np. przebywanie na zajęciach w klasie jest oceniane jako spalające więcej kalorii niż praca na komputerze...ciekawe z jakim systemem i czy to był laptop, czy desktop...ale co tam, niedopieszczeni malkontenci zawsze znajdą jakiś problem ;).

Tyle na dziś - polecam się ...

p.s. czytanie tego wpisu spowodowało że spaliłeś/aś około 30 kalorii, jeśli tylko było to w pozycji siedzącej ;)


poniedziałek, 16 maja 2016

Jak dobrze zweryfikować się w rzeczywistości - ćwiczenia a rzeczywistość

Było wręcz normalnie-wyśmienicie, pełen wiary w swoje możliwości, wybrałem się na weekend w pewne piękne miejsce, jako typowy turysta - obieżyświat. Było wybornie, a nawet lepiej, jednakowoż zastanawiać się zacząłem - jak to możliwe że dostaję zadyszki ;)

W zasadzie nic takiego , siłownie odwiedzam regularnie, byłem przekonany że "zwiedzanie" mi nie zaszkodzi...o jakże się myliłem. 5 godzinny spacer po ZOO z plecakiem - uświadomił mi że ćwiczenia cardio mają się nijak do potęgi ogrodu zoologicznego, a najmniejsze wzniesienie pod koniec wycieczki przyprawiało mnie o lekkie mdłości ;)

Jak bardzo się zdziwiłem, gdy dnia następnego wspiąłem się z tymże plecakiem na wieżę widokową (prawie 50 metrów - phi, co to dla mnie...). Nie żebym nie dał rady - wygrałem - ale straty były. Po pierwsze zauważyłem brak mięśni nóg odpowiedzialnych za wchodzenie po schodach :

Mięśnie do wchodzenia po schodach

Co więcej, jak zszedłem to czułem się jak po niezłej imprezie - totalny brak kondycji pomyślałem, ale to nie to. Ćwicząc na bieżni, bardzo ważnym jest używanie windy, bo ona będzie angażować (u mnie w zaniku) mięśnie UD, BIODER i POŚLADKÓW, chociaż do uaktywnienia tych ostatnich lepsze są inne ćwiczenia ( choćby przysiady). Jaki byłby najlepszy sposób na przygotowanie się do tej wieży - oczywiście schody do ćwiczeń. czyli "ruchome schody, wymuszające nasz ruch".

No nic otrzepałem się po tym lekkim niepowodzeniu (poprawiając sobie humor faktem, że mam plecak- to mi ciężej ;)).

Następne "wyzwanie" czekało na mnie w okolicy dość spokojnej, w zasadzie celowo ją wybrałem, bo chciałem nieco odpocząć. A tu masz - kajaki...no więc "challenge accepted!", wynająłem kajak, dodam jeszcze że pierwszy raz w życiu...i zacząłem przesuwać go w ruchu jednostajnym po płaszczyźnie poziomej tafli wodnej. Na początku musiałem obyć się nieco z wiosłem, a był to słuszny kawałek drewna ;) Później, jakieś 40 minut później stwierdziłem, że :

- na razie kajak sobie odpuszczę;
- pływanie podczas wietrznej pogody, nie jest proste;
- pływanie po dużej rzece w mieście - narazić nas może na fale spowodowane przez większe jednostki - to powoduje niechciany wzrost Heart Beat Rate...;
- machanie wiosłem dwu-piórowym jest jednym z najlepszych ćwiczeń angażujących nie tylko ciało ale i umysł (trzeba być trochę ogarniętych- żeby paluchów nie potracić);
- chyba jednak nie mam kondycji ;).


Wydobyłem się z kajaku, po tym machaniu w kapoku i powiem wam szczerze, że kolejne 4 godziny zwiedzania nie zrobią już na mnie wrażenia...i faktycznie tak było. Było cudownie - zakwasy na pośladkach z dnia wczorajszego, kilka kilometrów po mieście z plecakiem, super widoki i świadomość tego że trening nie może być selektywny - musi być HOLISTYCZNY. 

...porada na dziś - pamiętajcie o wszystkich partiach ciała...

Osobiście wybieram się na Kajak Stacjonarny  -zapomniany sprzęt treningowy (przynajmniej na mojej siłowni) - stoi taki samotny i opuszczony. Odwiedzę go i zacznę używać - bo widzę w nim duży potencjał ;)

wtorek, 10 maja 2016

Jak zrzucić z brzucha - wagę / nadwagę / przeciwwagę

hej - Ho - Pompek  Sto.

Jak zrzucić z brzucha, to jest ciekawe pytanie. Mr Google mówi, że wiele osób szuka odpowiedzi na to pytanie. ja też kiedyś się zastanawiałem - czy da się zrzucić z brzucha...?

Odpowiedź jest prosta - da się !

Ale, jest jedno małe ale, tak samo jak da się zrzucić z ud, z tyłka, z łydek i z obwodu klatki piersiowej...;) - tak samo da się zrzucić z brzucha, moi drodzy - to dzieje się jednocześnie. Na pewno nie jest zdrowym podejście zastosowane przez jednego z antagonistów pewnej małej wioski w Galicji - oszczepnika (obrazek poniżej)

zaczerpnięte ze źródła Filmweb - twórcy : Goscinny, Uderzo
Jak dobrze wiemy z tej opowieści - na niewiele się zdało oszczepnikowi przetrenowanie jednej strony swego "boskiego" ciała. Obeliks dał mu radę (bo Obeliks zawsze daje radę ;)).

W tej hipotezie chodzi mi o to, że :


  • Kiedy ćwiczycie, nie zapominajcie o tym że to wasz organizm - nie możecie jednych mięśni ćwiczyć a innych zostawić na pastwę losu...albo sosu ;);
  • Dobrze dobrane ćwiczenia i ich kolejność to klucz do sukcesu - generalizując najpierw ćwiczenia siłowe, później ćwiczenia cardio;
  • Mięśnie mają różną wielkość i budowę (ogólnie rzecz ujmując) - przez co ich czas odpoczynku też się różni;
  • Najlepsze zasady - to brak zasad, najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Przydało by się by wasze zdrowie nakopało ZUS do tyłka i żebyście przeżyli ze 100 lat conajmniej ;)
Powracając do meritum naszego tematu na dziś - zrzucić z brzucha łatwo bo :

1. to są bardzo duże mięśnie - można się nad nimi pastwić niemal codziennie;
2. można wykonywać ćwiczenia nawet siedząc w pracy (co prawda to nie mięsień kegla, ale co tam;));
3. jeśli będziecie chcieli i mieli motywację - to tylko kwestia czasu.

powodzenia życząc - spinam się...

środa, 4 maja 2016

Muza czy muza

ah...lalalalalala...so fuckn' crazy...

No tak, codziennie to samo. Można by rzec, że monotonia jest "mordercą motywacji". Kiedy wstajesz co rano i masz przeolbrzymie wrażenie że to jest "Dzień Świstaka" (taki staaaaaaaaary film z Sig. Billem Murrayem w roli głównej) i idziesz w szare ulice wykuwać swój los, znaczy to że prawdopodobnie opuściła Cię muza ;). 

O co chodzi, głównie mam na myśli to, że jeśli nie jesteś "twardzielem" z jednostki specjalnej i nie pożerasz pasty do zębów, zamiast ją wypłukać po ich uprzednim umyciu. Zapewne pojawi się w twym życiu pytanie/refleksja - ech, tu jest jak wczoraj...i przedwczoraj...a jaki dzień to mamy ?

Podobnie jest z Ćwiczeniami, są monotonne jak cholera (swoją drogą jak cholera może być monotonna - chyba że z punktu widzenia przebiegu i działania jednostki chorobotwórczej;)), jeśli wykonujesz swoją rutynę codziennie, albo co najmniej 3 razy w tygodniu - zauważysz prędzej czy później, że jest...kurcze ...identycznie. 

Nie zależnie od tego co preferujesz, czy bieżnię (no ta mnie wręcz zabija - na sucho, bez muzy), czy też trening siłowy, tu jest trochę lepiej  (bo jest lekka adrenalina, że się możesz uszkodzić;)) - zauważysz na 100% że monotonia zabija motywację.

Jest oczywiście na taką monotonię i uniknięcie lenistwa mózgu parę sposobów :

1. słuchawki z muzą - tak , to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie, wrzucamy swoje ulubione kawałki i jedziemy seryjka po seryjce, kilometr po kilometrze ( bo przecież ćwiczenie przez duże "Ć", albo generalnie Plan Treningowy - to nie sprint tylko maraton) :
- dobrze jest pamiętać o tym by muzyka była najlepiej między 120-200 BPM (Beats Per Minute - jaaasne). Zbyt wolne tępo was uśpi (mnie przynajmniej usypia), za szybkie może was wykończyć ( ale challenge jest...;));
- świetnie by było by  tą muzykę zmieniać co jakiś czas, nie wiem jak wy ale mnie wystarczająco męczy "koszyk utworów" grany w komercyjnych stacjach na co dzień - nie poddawajmy się temu trendowi :) - jeśli tylko możemy;

2. nauka języka - hmmm, ok - mamy słuchawki , mamy stymulację kory mózgowej - prawdopodobnie nie zaśniemy, prawdopodobnie nie będzie monotonnie...prawdopodobnie najlepszy sposób na wyprowadzenie człowieka z równowagi. No chyba że włączymy sobie lekcje jakiegoś języka germańskiego - wtedy będzie jak z Galeonistą, o którym pisałem wcześniej ;). jeśli chodzi o moje wrażenia - próbowałem, ale gdy tętno skoczyło mi do jakichś 170 - nie dałem rady...poległem, mimo wszystko nie było monotonnie.

3. obczajanie środowiska naturalnego - jest to dla wzrokowców gratka, nie ma nic lepszego niż ogarnianie szczegółów otoczenia naszej walki. teraz jest naprawdę super - Wiosna w rozkwicie, kwiaty pachną (co prawda w siłowni , głównie skarpetki...ale zawsze można uchylić okno), kobiety jakieś bardziej uśmiechnięte (albo mi wzrok siada...) w każdym razie - można próbować zabić tak monotonię (choć nie wiem czy warto cokolwiek zabijać - można ją uśpić, ululać, wypędzić, zaintrygować - o - to najlepsze - zaintrygujmy monotonię). Pamiętajcie, jak ktoś na siłce do was podejdzie i powie - przestań się na mnie gapić! - to ja was do niczego nie namawiałem.

4. Telewizor - no to mnie wręcz rozwala, dlatego nie lubię chodzić na siłownię - nastawiali tam ekranów, a że spostrzegawczy jestem to z każdego prawie punktu widzę reklamę ciastek, albo innego leku na stłuczenia i obrzęki. To prawda, można poczytać Newsy - biegnąc na bieżni, lub machając z orbitrekiem, gorzej jeśli są to niedobre Newsy (a te królują w telewizji informacyjnej - i znów ciśnienie rośnie, bynajmniej nie przez ćwiczenia ;))

5. przemyślenia nad istotą rzeczy - jest to zajęcie dla myślicieli - co było pierwsze - jajko czy kura i czy istotą konia jest jego koniowatość, zadajcie sobie jedno z pytań "zapętlających" a szybko stracicie rachubę w seriach powtórzeń ;) - gwarantuję, świetny sposób.

6. pogaduchy - jak kto lubi i ma z kim, proszę bardzo - zależnie od wybranej "formy pocenia się" można jakoś zaimplementować pogaduchy - myślę że najtrudniej będzie przy treningu cardio, ale do odważnych świat należy

Co ponadto - oj można by wyliczać w nieskończoność - pragnę wam tylko zasiać ziarenko intrygi  - mózg to też pewien rodzaj mięśnia, jeśli nie będzie ćwiczony  - zaniknie. Motywuję was do motywowania siebie, dostarczania sobie bodźców, bo to co jest rutyną i monotonią, kreuje człowieka w formę konsekwentnie i stanowczo. Mózg jednak to chemia, a chemia rządzi się swoimi prawami.

Zachęcam więc do muzy - by muzy swojej nie utracić


...łupucupu,łupucupu, łupucupu, BATERY!!!

piątek, 29 kwietnia 2016

Bieżnia kontra orbitek

No i co tu wybrać...to ja poproszę 2x.

...some say... nie to nie Top - Jeremy - Wszechwiedzący - Klarkson. 

Bieżnia jest lepsza, bo jest duża - tak a rzeczy duże są lepsze (tak podobno twierdzi 80% respondentek), a tak naprawdę, jeśli jest duża to jet cięższa - na pewno stabilniejsza. 

Dla ćwiczącego ma kilka zalet:
- przede wszystkim "imituje" bieg w warunkach naturalnych, 
- ponadto ma (większość z nich ma) pełną funkcjonalność mierniczą: 

  • waga pacjenta (tutaj każdy podobno kłamie), 
  • odległość (bezwzględna), 
  • czas (to już od nas zależy - czy to czas pozostały do zawału , czy do prysznica), 
  • tętno ( z tym jest ciężko, bo trzeba by sensora gdzieś upiąć)
  • różne tryby pracy: manualny, spalanie tłuszczu etc.
- winda, to jest coś co mi najbardziej do gustu przypadło - podnosi poziom realizmu biegu na bieżni do klasy kina 8D;

A te AntyZalety to :

- imitacja biegu na bieżni, jest jednak pozbawiona realizmu i kolorytu świata zewnętrznego ( ptaki , drzewa, nadjeżdżający samochód, a przede wszystkim WIATR...tak to jest to czego mi brakuje)
- tłumienie drgań - tutaj wiele zależy od klasy sprzętu "bieżniopochodnego" - podobno im drożej tym lepiej - tylko nie wiem czy lepiej dla klienta, czy sprzedawcy...
- kolana - ot - to - to...tutaj niestety bieganie "wysiada przy orbitku" ( to jest ta stacja na której możemy przeczytać - słuchaj , masz już prawie 40 lat, weź jaj se nie rób i oszczędzaj trochę te rzepki).

Orbitek (orbitrekiem - poprawnie zwany) jest lepszy, bo jest mniejszy - tak małe rzeczy są piękne (tak podobno twierdzi 81% respondentów), a tak naprawdę, jeśli mniejszy to na pewno bardziej ustawny i zgrabniejszy.

Dla ćwiczącego ma parę zalet :
- "imituje" najbardziej optymalny wysiłek większej partii mięśni;
- pozwala na wykonywanie ćwiczeń osobom z "grupy ryzyka" ;);
- ma również (większość) pełną funkcjonalność mierniczą, podobnie jak bieżnia, aczkolwiek mnie najbardziej przypada do gustu pomiar wytworzonej energii (W), oraz ilość machnięć-na-sekundę...
- jest łagodny dla stawów - w zasadzie nie można się orbitrekiem uszkodzić (chyba że sie z niego spadnie, a on nas przygniecie - podobno zdarzyło się to kiedyś w Ameryce...;));
- generalnie jest cicho, a ...między ciszą a ciszą kalorie się kołyszą...

a te drugie "zalety" :

- mniejszy realizm - człowiek podpięty kończynami, napitala...parędziesiąt minut w takt muzyki...hmmm..mało edukujące;
- niski poziom "efekciarstwa" - postrzegany jako "małomęski"

Jak widzicie sprzęty te nie posiadają WAD (słowo ogólnie nieznane w slangu sportu aktywnego:))

Polecam - żeby życie miało smaczek, raz Orbitrek, raz na Bieżni parę paczek.

Na 7 dni - 2/2 będzie OK ;)

czwartek, 28 kwietnia 2016

A po co na siłownię / Fitness / inne zorganizowane formy pocenia się ?

Tak się ostatnio zastanawiam, po co ludzie chodzą na np. siłownię, sorry "siłkeee" (lub inaczej i bardziej modern - zwany - Fitness). Obserwując bywalców ostatnimi czasy, powodów widzę kilka :

1. Dla Trenera Personalnego - tak coś co przywędrowało do nas z dalekiego zachodu i z ogólnie rzecz ujmując " zawodowstwa", stało się przez ostatnie kilka lat niesamowitą wręcz pożywką. narobiło się tych trenerów, że hohohohoho...ho...i...ho. Niektórzy nawet zdobyli medialną sławę, no i dobrze im tak. Co się jednak tyczy powodów wyżej opisanych, można chodzić dla trenera - w końcu się go opłaciło, znaczy wynajęło. Można też trochę chodzić na Fitness, bo trener się nam podoba (co trenerowi też się pewnie podoba...więc wszyscy są zadowoleni ;))

2. Dla Kontaktów Społecznych,yyy ...sory "pogaduch" - tak, to prawa, widziałem to wielokrotnie, szczególnie u płci pięknej (czyli hormon XX). Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem  - dla mnie utrudnionym jest oddychanie - ćwiczenie - rozmawianie w tym samym momencie, cóż może jestem upośledzony ;). Choć "puryści" treningu Cardio mówią, że należy tak biegać na bieżni, by móc spokojnie rozmawiać...mi to jakoś nie sprawia przyjemności. Chyba nie jestem 'purystą". 

3. Dla prysznica...no tak  -jak się już płaci za "siłkę" to przynajmniej na wodzie można oszczędzić. Są i tacy , jak wynika z Badań Amerykańskich Naukowców, którzy spędzają na Siłowni wprost proporcjonalną ilość czasu do czasu spędzanego pod prysznicem tejże siłowni.

4. Dla jaj - będzie suchar: " dla czego kogut chodzi z kurą ...dla jaj...:):)" - i po sucharze (a tak swoją drogą - ciekawe ile miał kalorii). Chodzi mi o to że ludzie chodzą na siłownię, a raczej na Fitness bo chcą mieć jaja...znaczy chcą być, przebywać, przeglądać się i bywać. To jest czysto hedonistyczne podejście, powiązane z egocentryzmem w najczystszym wydaniu. Z drugiej strony, trzeba być nieco egocentrycznym, by zadawać sobie ból na siłowni- żeby lepiej się czuć...yyy..I think I've lost it...

Powodów może jest i więcej...na pewno , każdy ma swój własny powód, są też konglomeraty powyższych, najgorszy zaobserwowany przeze mnie przypadek to 1+2+4 = wiem, wiem, to trudne - mieć trenera personalnego i jednocześnie nic nie robić na siłowni...ale możliwe - jeśli się go zagada na śmierć :), widziałem - nie polecam...a zrobicie jak chcecie ;)

Miłego spalania tkanki...pa pa pa parapet.

środa, 27 kwietnia 2016

A w co by się tutaj ubrać ? Wiem, ubiorę się FUNKCYJNIE

Witajcie, nie mogłem przejść obok tematu obojętnie, pewnie zrzuci się na mnie grom ( albo parę trolli) negatywnych uwag…bo mam zasadnicze pytanie - na co Ci bielizna funkcyjna??...yyyyy…termoaktywna…no ta… z ... plastiku.

Racja – fajnie wygląda, racja - odprowadza ciepło, racja – jest lekka, racja – jest „specjalnie zaprojektowana do sportu”…..Jest FUNKCYJNA, znaczy, że ubierając ją będę pełnił funkcję. Tylko tak się zastanawiam, na którym wykresie… tym z podażą i popytem, czy funkcję sportową (jakieś prezesostwo może…) ;)

Jaki super produkt – sobie pomyślałem, wciskać ludziom ciemnotę, że niby taka bielizna robi coś za nich. Tak, to prawda jest rzecz, którą bielizna funkcyjna robi za „przeciętnych zjadaczy chleba” – otóż ona „ubiera ich ciała w formę nowoczesną” i … w zasadzie...tyle.

Nie mówię tutaj o sytuacjach „konieczności” noszenia takiej bielizny, czyli np. w przypadku, zawodowego sportowca, ale to jest inna kwestia, i ten produkt jest o wiele droższy.

Natomiast, ogólnie dostępna bielizna, jest według mnie niepotrzebna do regularnego treningu. Czasami może być nawet niezdrowa – jeśli jest złej jakości i źle dobrana – dlatego będę stał na straży starej dobrej bawełny 100% (dobrej , bo przecież molom smakuje…a widział kto kiedy żeby mol wpieprzał poliester ?).

Osobiście używam bawełny, ewentualnie jakichś „luźnych form sztucznych” - a to dlatego żeby mieć komfort i też dlatego że wolę wydawać pieniądze na coś co się naprawdę przydaje, a nie wyrzucać do śmieci ;), ot taka wersja „chłopskiego rozumu”
Jak chcecie moi drodzy ładować się w te trykoty i inne wątpliwie opinające ciało plastikowe szmatki łatwopalne – proszę bardzo, lecz ...Słowami poety zakończę „…ja tą drogą nie pójdę…tam jest ciemno…ciasno”.


Pozdrawiam, radosnej twórczości na fitnessie życząc…

wtorek, 26 kwietnia 2016

WITAJCIE - ...KAŻDA MINUTA NA WAGĘ ŻYCIA !!!!!. Motywacja i Sport

Witajcie,
postanowiłem utworzyć tego bloga ponieważ uważam że sport w jakikolwiek sposób jest konieczny - by zachować spokój i wydolność "czachy" - czy też inaczej zwanej CPU, bądź jak kto woli mózgu.

Jak to zrobić, żeby się nie narobić i coś z tym zrobić? - to odwieczne pytanie. Wiele osób pisze o tym jak ćwiczyć, kiedy ćwiczyć i ile tego wszystkiego powinno być i jak powinno wyglądać...etc. 
Nie chce się tutaj powtarzać, ale na pewno w paru przypadkach nie uda mi się tego uniknąć ;)

Najważniejsze na dzień dzisiejszy jest to by zacząć w "czaszce" - znaczy w głowie. Musicie sobie (jeśli oczywiście chcecie, bo zmusić do niczego nikt was nie jest w stanie - przynajmniej na poziomie mentalnym), wyobrazić - jak to powinno w waszym przypadku wyglądać. 

Co chcecie osiągnąć - nie mówię tutaj o wielkich CELACH, o "jakimśtam" Planie Treningowym. wspominam tylko o zarysie - jak i co  chcę osiągnąć. 

Motywacja - jest kluczem do wszelakiego sukcesu, dowiecie się tego na każdym szkoleniu. Bez motywacji nie ma żadnego działania. 
A im silniejszy motywator - tym wyniki lepsze. Oczywiście nie nie mówię tutaj o "GALEONIŚCIE" z Cross-Fitu, który wrzeszczy na was : (tylko mu bata i bębna brakuje) - szybciej, mocniej, (i moje ulubione)...KAŻDA MINUTA NA WAGĘ ŻYCIA !!!!!.

Chodzi mi raczej o wasz wewnętrzny dialog, z samym sobą - przekonanie siebie do tego że sport, aktywny ruch jest dla was dobry (jaki jest dla was dobry, to wy już sami wiecie...ale że jest dobry to musicie siebie sami przekonać ;))

To jest naprawdę wielki krok, niektórym przychodzi to dość łatwo - pomagając sobie przeróżnymi sztuczkami "hedonistycznymi" i tzw. "postanowieniami Noworocznymi", ale czy to będzie trwały motywator...no nie wiem...oby ;)

Inni potrzebują do tego "przepracowania", paru zawalonych treningów, kilku "efektów JOJO" itp.

Mówię wam, to da się zrobić, ja trenuję z przerwami już ponad 20 lat i wiem, że przerwy są konieczne, wiem również,że jeśli się chce można być wytrwałym i zdobyć Swój CEL.

Życzę miłego odbioru, wpisu tego i dalszych...oczywiście.